tarcza Biuletyn Szkolny

Numer 4 (74) - marzec - rok szkolny 2004/2005

Rzecz o języku

Viola Pieniak

Trochę o pociotkach

Świąteczny czas zawsze kojarzy się z rodziną, stąd też wziął się dzisiejszy temat. Wielkanoc najciekawiej jest obchodzona na wsiach, pewnie dlatego, że to właśnie tam
najsilniej utrzymują się związane z tym świętem tradycje. Zresztą nie tylko tradycje udało się jeszcze na wsi zakonserwować.

Gdy odwiedzałam swą rodzinę w niewielkiej wsi we wschodniej Polsce, często stykałam się z określeniami stryjek, stryjenka. Całkiem niedawno w mojej rodzinie odkopano z kolei słowo świekra. W książkach stykamy się jeszcze z terminami przodkowie po mieczu, czy krewni po kądzieli, ale to jedne z nielicznych terminów rodzinnych zachowanych z dawnej polszczyzny.

Dziś, gdy kręgi rodzinne zacieśniły się do osób najbliżej spokrewnionych a bycie ciocią polega na kupieniu raz czy dwa cukierków i nie wymaga bynajmniej więzów krwi, nie można się dziwić, że zełwice, sneszki czy jątrewki odeszły w językową przeszłość.

Jednak jak już wspomniałam, w bardziej „zakonserwowanych” kręgach, niektóre określenia możemy jeszcze usłyszeć, przypomnijmy więc parę z nich, by synowa nie obraziła się na świerków, że nazywają ją sneszką (lub snechą). Właśnie tak zwana dawniej synowa braci swego męża mogła nazywać dziewiarzami, jego siostry – zełwami, zołwami czy zełwicami, natomiast żony braci męża – współczesne szwagierki – to dawniej jątrewki. Po ślubie kobieta nazywała swych – dziś teściów – świekrami, ją zaś zwano w rodzinie niewiastką (wreszcie coś miłego dla ucha). Mąż przed wiekami nazywał swych teściów cieściami, a szwagra zastępował mu szurzym. Na potomstwo rodzeństwa funkcjonowało wiele określeń: synowiec, brataniec, bratan, braciniec, synowica, siestrzan, siestrzanka.

Niemal na naszych oczach zanika stryjek i stryjenka a zastępuje ciocia i wujek, którymi dawniej byli tyko krewni od strony matki. Jako żart ostał się „pociotek”, jako daleki krewny, pochodzący od nazw naciot lub pociot.

Wszystkie te terminy wydają się nieco zabawne i aż trudno uwierzyć, że w polskiej rodzinie istniało tak wielkie zróżnicowanie w nazewnictwie. Niektóre określenia brzmią całkowicie obco, inne wydają się już gdzieś słyszane. No właśnie – zełga...zołwa... zołza... – zbieżność przypadkowa?


Zredagowała Violetta Pieniak





Kalendarz szkolny | Informacje o szkole | Komitet rodzicielski | Klasy | Kącik uczniów | Album szkolny | Dla nieobecnych | Biuletyn Szkolny | Kontakt