Loża Dyrektora
Zamiast tradycyjnych dywagacji o tym, co wydarzyło się lub ma się zdarzyć
w szkole, pozwolę sobie na trochę wspomnień . Otóż robiąc ostatnio
porządki w papierach natknęłam się na tekst jednej z naszych szkolnych
inscenizacji przygotowywanych z okazji Świąt Wielkanocnych.
Był to rok szkolny 1993-1994. Od 1992 roku szkoła miała swój
biuletyn, którego założycielem i redaktorem był pan Witold Liliental
. Jeden ze stałych działów biuletynu (pióra pana Witolda) zatytułowany
był “Przemyślane pod prysznicem”. Nie pamiętam , czy zgłosiłyśmy się
z koleżanką Aliną Kapuścinską na ochotnika do przygotowania tej uroczystości,
czy zostałyśmy obarczone tym zaszczytem. Zabrałyśmy się z niezbędnym zapałem
do pracy, ustalając, że Alina ze swoją ówczesną IV klasą przygotuje
stronę poetycką przedstawienia (wybór i recytacje wierszy), natomiast
ja z III klasą licealną napiszę jakiś krótki tekst, spinający niezbyt
poważną ramą całość. Przedstawienie odbywało się w kafeterii (tej samej,
w której spotykamy się na choince).
Prawdziwą ozdobą kafeterii był iście świąteczny stół,
przepięknie przygotowany przez Alinę. I całe szczęście, bo tylko on mógł
utrwalić się w pamięci uczestników. Resztę naszych wysiłków
– tzn. piękne recytacje uczniów czwartej klasy i inscenizację
licealistów unicestwiły nie działające mikrofony. Poniżej pozwalam
sobie przytoczyć tekst tej szeptanej inscenizacji ( nie dysponuję niestety
wplecionymi w nią wierszami, bowiem z wrodzonego lenistwa zanotowałam wówczas
tylko pierwszą linijkę):
Witamy serdecznie wszystkich na przedświątecznym jajeczku
w naszej szkole. Radosne wiosenne pozdrowienia przekazujemy naszym gnębicielom,
przepraszam chciałam powiedzieć nauczycielom i rodzicom oraz naszym kolegom
i koleżankom. Dla ubarwnienia naszej dorocznej uroczystości
i powspominania tradycji wielkanocnych zaprosiliśmy dostojnych gości pochodzących
ze wsi Lipce Średnie: babcię Jagustynkę i dziadka Bartłomieja i ich dorastające
w Montrealu wnuczęta.
Wszyscy zasiadają przy świątecznie zastawionym stole. Wnuczek pierwszy przyglądając
się koszykowi z pisankami):
- Babciu, czy to jest pisanka? A co to jest pisanka?
- Najprościej byłoby powiedzieć, że to kolorowe jajko. Wiesz Piotrusiu, tak
jak twoja siostra maluje się dzisiaj, żeby być ładniejsza, tak od dawna maluje
się jajka, żeby były piękniejsze, bardziej odświętne i zdobiły stół.
- To Ewunia jest pisanka?!
- Nie głuptasie, idź napij się święconej wody, żeby ci rozumu przybyło. Jajko
ozdobione różnokolorowymi wzorami to pisanki. Malowanka to jajko pomalowane
na jeden kolor, jeżeli na tym tle wyskrobiemy coś ostrym narzędziem
to otrzymamy resowankę.
- Babuniu, choćbym wypił 5 litrów tej święconej wody nie zrozumiem,
czy Ewa jest bardziej pisanką czy malowanką?
- Marudzisz – odezwał się Krzys – Przyznam babciu, że mieliście kiedyś fajnie.
My, żeby nabrać rozumu , musimy chodzić do szkół codziennych, sobotnich,
a wam wystarczyło łyknać wody : w jednej buteleczce poświęcona we francuskim
kościele, w drugiej w polskim i po kłopocie.
- Bzdury takie wygadujesz – obruszył się dziadek Bartłomiej – że potrzebne
ci – i owszem – wiadro wody, ale na głowę, dla otrzeźwienia. Na szczęście
Śmigus blisko. W głowach się tym młodym poprzewracało! Malują się, pastują
różnymi paskudztwami, łykają witaminy, piguły , byle tylko być pięknym
i zdrowym. Kiedyś dzieciska te oto wierzbowe kotki łykały, żeby nie chorować,
skorupki z pisanek rozsypane wkoło domu i tak choróbska nie wpuściły.
A pannę wystarczyło obficie wodą polać w Lany Poniedziałek i już uroda i
zdrowie gwarantowane! Tylko co roku kurację trzeba powtórzyć. Eh,
kiedyś to bywały śmigusy… Pukanie do drzwi przerwało tyradę dziadka.
-Nie otwierajcie – szepnęła Ewunia – To z pewnością ci od
polewania wodą przyszli, a ja tyle co skończyłam makijaż.
Najwyżej się pomalujesz drugi raz kraszanko – rzucił Jaś otwierając drzwi.
– O! Dzień dobry ! A cóż Pana Redaktora do nas sprowadza? Mam nadzieję,
że nie kłótnie mojego rodzeństwa?
- Kto przyszedł? Czego dyrektor? – zapytała zaniepokojona babcia.
- Nie dyrektor, tylko redaktor biuletynu szkolnego. To taki pan, który
myśli intensywniej pod prysznicem.
- A ty nie zazdrość, bo choćbyś siedem razy dziennie brał prysznic, to nic
mądrego nie wymyślisz – syknęła pod adresem Krzysia Ewa – Domyślam się, że
to ostatnie wyczyny w szkole moich braci interesują pana redaktora?
- Niee… Przemyśliwałem pod prysznicem zawartość nastepnego biuletynu i uświadomiłem
sobie, iż powinienem koniecznie porozmawiać z waszymi dziadkami. Bo ja, widzicie,
pasjonuję się historią, tradycją, tropie wszystko, co polskie…
Ja tam taka historyczna nie jestem – obruszyła się babcia
– dalej pamięcią jak do I wojny nie sięgam! O, Bartłomiej to
i Powstanie Kościuszkowskie powspomina, bo dużo o nim czytał.
- Babciu – zniecierpliwił się Piotr – panu redaktorowi chodzi o to, czy przekazałaś
nam, swoim dobrym i zdolnym wnukom, wszystkie te tradycje, o których
opowiadałaś. Ale ja panu odpowiem, panie redaktorze. Jak tylko rozebraliśmy
choinkę, dziadek oświadczył, że Wielkanoc tuż, tuż. Zaczęliśmy więc zbierać
wydmuszki, Ewka całymi godzinami wysiaduje przed lusterkiem, by wypróbować
nowe wzory pisanek, a Krzyś z Jasiem co jakiś czas kogoś w szkole wodą polewają
w ramach przygotowań do Lanego Poniedziałku.
Tak , to prawda. Oni tak się przejęli tymi przygotowaniami,
że chcieli ich ze szkoły francuskiej za złe zachowanie wyrzucić. Dziadziuś
musiał pójść do dyrektora i wytłumaczyć, że nasza rodzina jest odpowiedzialna
za przygotowanie inscenizacji wielkanocnej w szkole polskiej, że to taka
tradycja i że wreszcie to nie był głupi wybryk, ale próba generalna.
My tu gadu, gadu, a czas iść poświęcić jajka!
Nim jednak ten moment nadejdzie
życzę wszystkim uczniom, rodzicom i koleżankom nauczycielkom,
jak najszybszego przyjścia wiosny
oraz
przepełnionych radością i szczęściem Świąt Wielkanocnych.
Elżbieta Jędrzejowska
|