Jak mogłyby
potoczyć się dalsze losy Skawińskiego, bohatera „Latarnika” H. Sienkiewicza

„Na nowe zaś drogi życia miał także na
piersiach swoją książkę, którą od czasu do czasu przyciskał ręką,
jakby w obawie, by mu i ona nie zaginęła...”
Tak, Skawiński płynął do Nowego Yorku trzymając „Pana Tadeusza”,
ochraniał go od deszczu i słońca. Dbał o tę książkę, jak matka o dziecko.
Zawsze jak tylko spojrzał na okładkę, to wspomnienia ojczyzny mu się przed
oczami wyświetlały. Te ogromne, zielone łąki, zapach stokrotek, dźwięk pszczół,
które pracowicie robiły miód, cichy, ciepły wiatr i szumiąca
rzeczka. A za to w mieście, czuć zapach świeżego chleba, tu słychać jak kowal
konia podkuwa a tutaj stoi chłopiec i gra w piłkę. Wszędzie coś się dzieje,
ktoś krzyczy, ktoś gotuje lub pracuje. Tak, to jest jego ojczyzna, tam gdzie
on powinien być.
Na nowe zaś drogi życia miał także na piersiach swoją książkę, którą
od czasu do czasu przyciskał ręką, jakby w obawie, by mu i ona nie zaginęła...”
Tak, Skawiński płynął do Nowego Yorku trzymając „Pana Tadeusza”,
ochraniał go od deszczu i słońca. Dbał o tę książkę, jak matka o dziecko.
Zawsze jak tylko spojrzał na okładkę, to wspomnienia ojczyzny mu się przed
oczami wyświetlały.
Te ogromne, zielone łąki, zapach stokrotek, dźwięk pszczół,
które pracowicie robiły miód, cichy, ciepły wiatr i szumiąca
rzeczka. A za to w mieście, czuć zapach świeżego chleba, tu słychać jak kowal
konia podkuwa a tutaj stoi chłopiec i gra w piłkę. Wszędzie coś się dzieje,
ktoś krzyczy, ktoś gotuje lub pracuje. Tak, to jest jego ojczyzna, tam gdzie
on powinien być.
Bez zastanowienia wsiadł na statek w Nowym Yorku, zaczął płynąć
ku Polsce, ku ojczyźnie. Nie ważne co się stanie, czy na lepsze, czy na gorsze,
on wróci do domu i już stąd nic go nie wypędzi.
Po trzech tygodniach ciężkiej podróży Skawiński znalazł
się na Morzu Bałtyckim u wybrzeży Polski. Zszedł ze statku trzymając przy
piersi „Pana Tadeusza” a w torbie na plecach miał resztę książek, które
komisja z Nowego Yorku mu przysłała. Nagle, po raz pierwszy, czuł się tak
naprawdę w domu, czuł, że tutaj naprawdę ma pozostać, tutaj jest jego rodzina.
Spędził cały ranek w parku w Gdańsku, czytając „Pana Tadeusza”. Raz
na jakiś czas podniósł głowę i zobaczył matkę, która prowadzi
dziecko do przedszkola, pana w garniturze z kawą i aktówką, który
się spieszy do pracy lub młodzież, która biegnie do szkoły. Wszyscy
gdzieś pędzą, gonią, zauważył Skawiński. Czy dziś jakaś zabawa?
Tak, każdy gdzieś się spieszył, ale to nie zabawa. Tak było
codziennie. Skawiński nie zauważył tego, ale czasy się zmieniły. Kiedyś dawniej
na małej farmie, każdy się znał, każdy był przyjacielem. A dziś, każdy jest
za bardzo zaabsorbowany własnymi sprawami, żeby zauważyć piękno, które
nas otacza. Nikt nie ma czasu na nic, nikt nie zna własnego sąsiada. Tylko
kilka osób zauważyło starszego pana na ławce w parku, który
cicho siedział i czytał, ale on każdego widział.
Skawiński się nigdzie nie spieszył, spokojnie sobie czytał
cały dzień. Pod koniec dnia strasznie się cieszył, bo skończył „Pana Tadeusza”.
Był zmęczony, położył się na ławce i zasnął. Noc była cicha, mały ciepły
wiaterek wiał i było ciepło. Skawiński spał, ale uśmiech miał na ustach.
Powrócił do ojczyzny, nigdy więcej jej nie pozostawi. Zwiedzi cały
kraj, od Gdańska po Kraków. Ale teraz musi się trochę przespać...
Niestety, Skawiński nigdy nie zwiedził ojczyzny od Gdańska
do Krakowa. Jak zasnął tej ciepłej nocy, to się nigdy nie obudził. Jak go
ludzie odnaleźli, to się pytali, kto to był i co tam robił. Dziwili się też
dlaczego miał uśmiech na twarzy i dlaczego tak kurczowo ściskał już dobrze
zniszczoną książkę Adama Mickiewicza „Pan Tadeusz”.
Patrycja Magierowska, klasa II licealna
|