tarcza Biuletyn Szkolny

Numer 3 (73) - luty - rok szkolny 2004/2005

Dodatek dla uczniów


Uśmiechnij się || Co warto czytać? || Moja pasja || Nasze zwierzęta

Co warto czytać?


Uwaga uczniowie!
Zachęcam do dzielenia się z nami tytułami książek, które czytacie i lubicie oraz chcielibyście zachęcić innych do ich czytania.  Dzisiaj przedstawiam wam znowu Michała, którzy zechciał podzielić się swją propozycją.

Dragon Rider
Michal Mrozek Dzień dobry, nazywam się Michał Mrozek. Dzisiaj wam opowiem o takiej  wspaniałej książce, która się nazywa “Dragon Rider”. Była napisana przez Cornelia Funke, ona też napisała “The Thief Lord”, i “InkHearth”. Ta książka pokazuje przygody smoka który ucieka z jego miasta, bo ludzie przyjdą aby zalać miasto. Ten smok szukał nowego miasta, słyszał o legendach starego miasta, które się nazywało “The Rim of Heaven”. Było powiedziane, że nikt nie mógł znaleźć tego starego miasta. Firedrake (smok) wiedział, że to miasto leży w Himalajach. Zabiera ze soba przyjaciela, ale smok znalazł sobie następnego przyjaciela, małego chłopaka. I tak to się stało, że ten chłopak był następnym “dragon rider”.
Michał Mrozek



Jak mogłyby potoczyć się dalsze losy Skawińskiego, bohatera „Latarnika” H. Sienkiewicza


Patrycja

„Na nowe zaś drogi życia miał także na piersiach swoją książkę, którą od czasu do czasu przyciskał ręką, jakby w obawie, by mu i ona nie zaginęła...”

Tak, Skawiński płynął do Nowego Yorku trzymając „Pana Tadeusza”, ochraniał go od deszczu i słońca. Dbał o tę książkę, jak matka o dziecko. Zawsze jak tylko spojrzał na okładkę, to wspomnienia ojczyzny mu się przed oczami wyświetlały. Te ogromne, zielone łąki, zapach stokrotek, dźwięk pszczół, które pracowicie robiły miód, cichy, ciepły wiatr i szumiąca rzeczka. A za to w mieście, czuć zapach świeżego chleba, tu słychać jak kowal konia podkuwa a tutaj stoi chłopiec i gra w piłkę. Wszędzie coś się dzieje, ktoś krzyczy, ktoś gotuje lub pracuje. Tak, to jest jego ojczyzna, tam gdzie on powinien być.

Na nowe zaś drogi życia miał także na piersiach swoją książkę, którą od czasu do czasu przyciskał ręką, jakby w obawie, by mu i ona nie zaginęła...”

Tak, Skawiński płynął do Nowego Yorku trzymając „Pana Tadeusza”, ochraniał go od deszczu i słońca. Dbał o tę książkę, jak matka o dziecko. Zawsze jak tylko spojrzał na okładkę, to wspomnienia ojczyzny mu się przed oczami wyświetlały.

Te ogromne, zielone łąki, zapach stokrotek, dźwięk pszczół, które pracowicie robiły miód, cichy, ciepły wiatr i szumiąca rzeczka. A za to w mieście, czuć zapach świeżego chleba, tu słychać jak kowal konia podkuwa a tutaj stoi chłopiec i gra w piłkę. Wszędzie coś się dzieje, ktoś krzyczy, ktoś gotuje lub pracuje. Tak, to jest jego ojczyzna, tam gdzie on powinien być.

Bez zastanowienia wsiadł na statek w Nowym Yorku, zaczął płynąć ku Polsce, ku ojczyźnie. Nie ważne co się stanie, czy na lepsze, czy na gorsze, on wróci do domu i już stąd nic go nie wypędzi.

Po trzech tygodniach ciężkiej podróży Skawiński znalazł się na Morzu Bałtyckim u wybrzeży Polski. Zszedł ze statku trzymając przy piersi „Pana Tadeusza” a w torbie na plecach miał resztę książek, które komisja z Nowego Yorku mu przysłała. Nagle, po raz pierwszy, czuł się tak naprawdę w domu, czuł, że tutaj naprawdę ma pozostać, tutaj jest jego rodzina. Spędził cały ranek w parku w Gdańsku, czytając „Pana Tadeusza”.  Raz na jakiś czas podniósł głowę i zobaczył matkę, która prowadzi dziecko do przedszkola, pana w garniturze z kawą i aktówką, który się spieszy do pracy lub młodzież, która biegnie do szkoły. Wszyscy gdzieś pędzą, gonią, zauważył Skawiński. Czy dziś jakaś zabawa?

Tak, każdy gdzieś się spieszył, ale to nie zabawa. Tak było codziennie. Skawiński nie zauważył tego, ale czasy się zmieniły. Kiedyś dawniej na małej farmie, każdy się znał, każdy był przyjacielem. A dziś, każdy jest za bardzo zaabsorbowany własnymi sprawami, żeby zauważyć piękno, które nas otacza. Nikt nie ma czasu na nic, nikt nie zna własnego sąsiada. Tylko kilka osób zauważyło starszego pana na ławce w parku, który cicho siedział i czytał, ale on każdego widział.

Skawiński się nigdzie nie spieszył, spokojnie sobie czytał cały dzień. Pod koniec dnia strasznie się cieszył, bo skończył „Pana Tadeusza”. Był zmęczony, położył się na ławce i zasnął. Noc była cicha, mały ciepły wiaterek wiał i było ciepło. Skawiński spał, ale uśmiech miał na ustach. Powrócił do ojczyzny, nigdy więcej jej nie pozostawi. Zwiedzi cały kraj, od Gdańska po Kraków. Ale teraz musi się trochę przespać...

Niestety, Skawiński nigdy nie zwiedził ojczyzny od Gdańska do Krakowa. Jak zasnął tej ciepłej nocy, to się nigdy nie obudził. Jak go ludzie odnaleźli, to się pytali, kto to był i co tam robił. Dziwili się też dlaczego miał uśmiech na twarzy i dlaczego tak kurczowo ściskał już dobrze zniszczoną książkę Adama Mickiewicza „Pan Tadeusz”.

Patrycja Magierowska, klasa II licealna







Kalendarz szkolny | Informacje o szkole | Komitet rodzicielski | Klasy | Kącik uczniów | Album szkolny | Dla nieobecnych | Biuletyn Szkolny | Kontakt