Anegdoty z dziejów Polski
Wiek XVII
Wśród bywalców obiadów czwartkowych nie zawsze
stateczne wierszyki krążyły, celował w tym zwłaszcza Stanisław Trembecki.
Ale i poważnym biskupom swawola literacka się zdarzała. Kiedyś król
Stanisław August Poniatowski przejeżdżając z Adamem Naruszewiczem przez
jaką wieś, zwrócił uwagę na dwuwiersz:
K.K.K.K
K.K.K.K
napisany na ścianie kuźni. Od razu zapytał biskupa – historyka o znaczenie
owego skrótu. Naruszewicz odparł, że to napis związany z zawodem
gospodarza:
„Kowal
kowalce kowalątko kuje,
Kowalka
kowalowi kowadłem kieruje”.
Wiek XIX
Pewien szlachcic odwiedził w Paryżu pisarza, poetę i malarza Cypriana Kamila
Norwida (1821-1883). Artysta właśnie w podniszczonym kitlu st przy sztalugach.
Gość: „To pan dobrodziej sam tak musi malować?”
Norwid: „Cóż począć, nie mam lokaja, więc muszę sam…”
Wiek XX
Dziś taka scenka w Polsce byłaby nie do pomyślenia, lecz jeszcze kilkadziesiąt
lat temu… Znany poeta Władysław Broniewski (1897-1962) kupił w sklepie rybnym
śledzia. Ekspedientka wydostała rybę z beczki i trzymając ją za ogon chciała
podać klientowi. Na prośbę Broniewskiego o zawinięcie w papier odpowiedziała:
„Śledzi nie zawijamy”. Wtedy poeta zażądał książkę życzeń
i zażaleń. Kiedy zdenerwowana sprzedawczyni mu ją podała, poeta… wyrwał
z niej kilka kartek, zawinął rybę
i spokojnie wyszedł ze sklepu.
przygotowała: Violetta Pieniak
Zródło: Marek Rezler; www.interklasa.pl
|