Musimy pamiętać!
Ideologia zamiast…
Wrzesień to miesiąc, w którym przed 66 laty wybuchła druga wojna
światowa. Wówczas to Rzesza Niemiecka uderzeniem na Polskę definitywnie
rozpoczęła 1 września realizację swoich dalekosiężnych planów zdobycia
panowania nad Europą i nad światem. Ambicje Niemców wyrastały nie
tylko z militarnej i ekonomicznej zachłanności, ale oparte były na ideologii,
która zastępując religię (chrześcijaństwo), uznawała rasę germańską
za wyższą od pozostałych, za rasę nadludzi, których przywódcy
są bogami. Ideologia ta została zbudowana w oparciu o filozofię Fryderyka
Nietzschego (on to powiedział: „Bóg umarł”) i różne pseudonaukowe
rozprawy, które miały potwierdzać roszczenia rasistowskie, ukazujące,
że naród żydowski i rasa słowiańska to podludzie.
Niebezpieczna gra
Jest niemożliwe, aby jedno państwo mogło zdobyć panowanie nad światem bez
prowadzenia gry politycznej, dzięki której jednych skłóci i
osłabi, a z drugimi, choćby tymczasowo, zawrze sojusz. Taką grę prowadziły
Niemcy, a jednym z najważniejszych „partnerów” był Związek Sowiecki.
Ten sam Związek Sowiecki, który w roku 1920, w trzy lata po przewrocie
zwanym Rewolucją Październikową, rozpoczął marsz na podbój Europy
i świata, ale został zatrzymany przez bohaterskich Polaków. I Sowiety
miały swoją ideologię, równie bezbożną jak Niemcy, tylko że rolę nadludzi
odgrywała nie rasa, ale proletariat. Autorem tej ideologii był Karol Marks.
Na dziewięć dni przed rozpoczęciem wojny, po wstępnym porozumieniu Hitlera
ze Stalinem, przyleciał do Moskwy minister spraw zagranicznych Niemiec Joachim
von Ribbentrop, by podpisać tam pakt z sowieckim ministrem Wiaczesławem Mołotowem.
Od nazwisk obu ministrów pakt ten, podpisany 23 sierpnia
1939, zwany jest Paktem Ribbentrop-Mołotow. Był to standardowy pakt o nieagresji
między Niemcami a ZSRS. Wyróżniał się jednak tym, że zawierał tajną
klauzulę, której oficjalnie nie ogłoszono, a do której Związek
Sowiecki przyznał się dopiero pod koniec lat 80. W tej klauzuli decydowano
o losach takich państw, jak: Finlandia, Łotwa, Estonia i... Polska.
Ironia i... czwarty rozbiór Polski
Nasz kraj jako państwo miał zasadniczo ulec likwidacji, został podzielony
na część niemiecką i część sowiecką (wzdłuż linii Wisły). Był to więc plan
kolejnego, czwartego rozbioru Polski, w którym brali udział ci sami
sąsiedzi, co w drugiej połowie XVIII w., z wyjątkiem Austrii, ale ta, jako
słabe państwo, została już wcześniej zaanektowana przez Trzecią Rzeszę.
Do wojny Niemcy przystąpiły więc w sojuszu ze Związkiem Sowieckim,
wyraźnie określając terytorialny „podział łupów”. W konsekwencji Związek
Sowiecki uderzył 17 września na Polskę. Dla nas był to cios w plecy. Na ironię
zakrawa fakt, że formalnie i z Niemcami, i z Sowietami Polska miała podpisane
wcześniej układy o nieagresji. Ale cóż to znaczy wobec idei, która
za jedyną rację uznaje siłę a na świat, narody i ludzi patrzy tylko przez
pryzmat własnej potęgi i własnych interesów?
Jest zastanawiające, że dziś ta jakże bliska przeszłość traci swoje kontury
zarówno w programach edukacji, jak i w mediach, zachodnich i wschodnich.
Jedni w ogóle zapominają, że 1 września wybuchła wojna i że jej pierwszą
ofiarą była Polska, inni zamieniają Niemców na nazistów, jeszcze
inni tuszują spisek niemiecko-sowiecki uznając, że wojna zaczęła się dopiero
po uderzeniu Rzeszy na ZSRR, a o wielkiej ofierze, jaką złożyła Polska
mało kto już pamięta. Ofierze nie tylko materialnej, ale również duchowej
i moralnej.
Walka o pamięć polskiego września jeszcze się nie skończyła. Musimy do niej
docierać, odkłamywać ją i głosić, by uczyć i ostrzegać do jakiego stopnia
fałszywe ideologie mogą ludzi otumanić
i zdeprawować ciągnąc za sobą morze zniszczeń.
A tych fałszywych ideologii ciągle w świecie nie brakuje.
prof. dr hab. Piotr Jaroszyński
|